(ur. 17 maja 1956 w Łomży - zm. 24 listopada 2005 w Hamburgu) - wiecznie uśmiechnięta lekkoatletka, rekordzistka świata, ultramaratonka, najbardziej utytułowana polska biegaczka.

Mieszkanka Jelcza-Laskowic, brała udział w pierwszych edycjach naszego maratonu.

Od lipca 2004 zmagała się z chorobą nowotworową. Mimo tego nie przestała biegać i brać udziału w wielu imprezach sportowych. Swoją walkę przegrała, pozostanie jednak w naszej pamięci jako podziwu godny sportowiec i wspaniały człowiek.

Pośród wielu informacji o Basi w internecie na szczególną uwagę zasługuje opis zamieszczony na portalu biegajznami.pl, wspomnienie Basi napisane zapewne na krótko przed Jej śmiercią:

''Było to dosłownie kilkaset metrów po starcie tegorocznego maratonu w Zurichu, gdy zobaczyłem przed sobą zgrabną blondynkę z napisem ''Klub 100 maratonów'' na koszulce. To ten sam klub do którego należy Basia Szlachetka, pomyślałem nawet przez chwilę aby zapytać o nią nieznajomą biegaczkę.

Szybko jednak zmieniłem zdanie. W końcu przyjechałem do Szwajcarii bić życiowy rekord, a nie na pogaduszki z atrakcyjnymi biegaczkami. Ledwo ją wyprzedziłem usłyszałem za sobą: "Cześć Polska!" (na plecach mojego t-shirtu był wielki napis "POLAND" ). Teraz nie miałem wątpliwości, to z pewnością Basia we własnej osobie!

Ci, którzy o niej słyszeli nie zdziwią się, iż zapomniałem w jednej chwili o maratonie. Tym bardziej, że Basia potrafi tak cudownie opowiadać o swych biegowych przygodach. A może któryś z początkujących biegaczy jeszcze o Basi nie słyszał? No to posłuchajcie.

Rekord życiowy w biegu maratońskim Barbary Szlachetki, który wynosi 3:33:56 (2 lata temu we Wiedniu) nie powala na kolana. Nieźle, ale żeby mówić o "najwytrzymalszej Basi świata"? To chyba przesada, nawet jeżeli dodamy, że życiówkę biła w wieku 46 lat, a biegać zaczęła zaledwie 5 lat wcześniej. A jednak na takie miano Basia bez wątpienia sobie zasłużyła. Muszę Wam opowiedzieć jak często i w jakich warunkach nasza rodaczka biega maratony i dużo dłuższe dystanse.

Pytana o to jak wygląda jej trening odpowiada, że specjalnie nie trenuje, po prostu raz na tydzień (a nierzadko 2, 3, 4 lub nawet 5 razy w tygodniu) biegnie sobie maraton lub "coś większego". Nie ma w tym przesady. Szlachetka trafiła do Księgi Guinnessa po przebiegnięciu 100 maratonów w 101 tygodni (15.11.97 do 24.10.99 ) i 52 maratonów podczas roku (15.11.97 do 14.11.98). Ten drugi rekord polegał na tym, że były to pierwsze 52 maratony w jej życiu, teraz biega rocznie dużo więcej.

Wielu porównuje ją do słynnego Foresta Gumpa. Pewnego dnia wybiegła z domu (a miała wówczas 42 lata) i biega tak do dzisiaj. Z Forestem łączy ją jeszcze jedno. W dzieciństwie cierpiała na bezwład nóg. Gdy miała 3 lata lekarze uważali, iż poruszać się będzie mogła tylko na wózku inwalidzkim. Twierdzi, że wyleczyli ją dziadkowie. Sposób w jaki udało im się tego dokonać był doprawdy niezwykły: kąpali małą Baśkę w wywarze z mrówek. Pomogło! Dzisiaj Barbarze zdarza się pobiec 2 maratony podczas jednego dnia. Tak było na początku sierpnia zeszłego roku kiedy o 7-ej rano wystartowała w maratonie Hartwigsdorf (czas 4:18), przejechała samochodem 150 km do Rostocku i o 17-tej wyruszyła po raz kolejny w 42-kilometrową trasę (4:22).

Jej maratony rzadko kiedy są "normalne". Często biega np. 42,195 pod ziemią: w lochach (jak w grudniu ubiegłego roku w Holandii), tunelach (zwyciężyła w maratonie w tunelu prowadzącym pod Tamizą) czy kopalniach. O jednym z takich kopalnianych maratonów i swym spotkaniu z Basią pisał niedawno bardzo ciekawie Darek Sidor - "Wyścig podziemnymi górami". Biegacze musieli biec w kaskach, gdyż korytarze były ciasne i śliskie, a ze sklepień zwisały sople soli. Brak powietrza, wysokie temperatury i bardzo mała wilgotność powietrza to inne przeszkody, z którymi borykała się Basia. Również zeszłoroczny Dzień Kobiet spędziła 550 metrów pod ziemią, biegnąc maraton w kopalni w okolicy Eisenach. Jest też jedyną kobietą na świecie, która może pochwalić się atestowanym przebiegnięciem maratonu na bieżni mechanicznej (czas 4:03), zaznacza przy tym, że żaden dużo dłuższy nawet dystans nie dał się tak mocno we znaki jej kolanom jak ta bieżnia właśnie.

W czasie maratonu na Saharze wypiła podczas biegu 16 litrów wody (30 stopni Celsjusza w cieniu i około 50 w słońcu). Dotarła na metę jako druga kobieta (łącznie 38 na 148 startujących), przysięgła jednak, że nigdy nie powróci do Afryki. Być może dlatego, iż jako blondynka zrobiła furorę wśród Arabów, którzy wyceniali jej wartość na około 60 wielbłądów. Wkrótce potem wystartowała jednak w biegu na 100 km w Egipcie, pod piramidami. Z 38 startujących zaledwie jedenastka dotarła do mety, w tym Barbara jako 4 w łącznej klasyfikacji i jako jedyna kobieta. Trasę pokonała w 11 godzin i 1 minutę. Co jednak najbardziej niezwykłe, już dwa dni później pobiegła "normalny" maraton (Ateny) i zabrakło jej zaledwie 1 minuty do "złamania" 4-ch godzin.

W ubiegłym roku w Kolonii Basia Szlachetka stoczyła zażarty pojedynek z Niemką Heike Pawzik podczas rozgrywanego tam biegu 48-godzinnego (należy przebiec jak najdłuższy dystans w 2 doby). Niemka prowadziła przez większą część biegu, nie wytrzymała jednak i przerwała wyścig na 2 godziny aby się zdrzemnąć. Szlachetka, która zrobiła tylko jedną 14-minutową przerwę na masaż nie oddała już prowadzenia. Przebiegła 348 km i 915 metrów poprawiając swój rekord Polski, ustanawiając rekord Europy i 2-gi czas na świecie (rekordzistką świata jest Amerykanka Sue Ellen Trapp, która w 1993 roku przebiegła w 48 godzin 360,109 km). Również rok temu Basia zdobyła tytuł mistrza Niemiec w biegu 24-godzinnym. Przebiegła w ciągu doby 211, 990 km. Wściekła na mecie była niesamowicie z powodu tych brakujących do okrągłego wyniku 10 metrów. Zawinili organizatorzy, którzy nie potrafili zapobiec wtargnięciu na trasę wiwatującej na cześć naszej rodaczki publiczności, co uniemożliwiło jej przebycie jeszcze kilku metrów.

26 - 27 września 2003 spełniło się największe marzenie dzielnej Basi - wystartowała w Spartatlonie. Udział w tej imprezie jest limitowany i łączy się z bardzo wysokim wpisowym. W ubiegłym roku Basia znalazła wreszcie hojnego sponsora. Bieg ten odbywa się (podobnie jak bieg maratoński) dla uczczenia greckiego żołnierza Filippidesa, który 2500 lat temu (490 p.n.e.) pobiegł z Aten do Sparty (245 km) z prośbą o pomoc w walce przeciw Persom, po uzyskaniu odmownej odpowiedzi powrócił biegiem do Aten. Stamtąd pobiegł do Maratonu (40 km), wziął udział w bitwie z Persami i pobiegł do Aten aby poinformować o zwycięstwie. Czyż można się dziwić, że wyzionął był ducha na ateńskim rynku? Pani Barbara przebiegła z Aten do Sparty w 31:50.23, zajmując 20 miejsce w klasyfikacji ogólnej i 3-cie w klasyfikacji kobiet. (...)

W dniu naszego spotkania Basia musiała się oszczędzać. Traktowała ten bieg wybitnie rekreacyjnie. Tydzień wcześniej brała udział w wyścigu na 100 kilometrów. Trasa prowadziła w większości po betonowej nawierzchni i nasza rodaczka czuła to w nogach. Nie było to oczywiście powodem aby kilka dni później nie pobiec maratonu, a potem niemal "z marszu" nie wystartować w Zurichu. Planowała czas w okolicach 4:30. Musiała się oszczędzać. Miała zamiar w nadchodzącym tygodniu przebiec 3 kolejne maratony co dało by jej łączną liczbę 300 przebiegniętych. No, a potem przygotowania do bicia rekordu świata w biegu 48-godzinnym. Najchętniej odpuściłbym sobie ten bieg i truchtał z Basią aż do mety (gdybyście wiedzieli jak ona się cudownie uśmiecha!). Pognała mnie jednak do przodu obiecując, że odszukamy się na mecie. Jeszcze dwukrotnie po nawrotach, gdy mijali się biegacze podążający w różnych kierunkach, dodawała mi otuchy krzycząc ze wszystkich sił "Leszek! Trzymaj się Leszek!"

Basi nic nie wyszło z planowanych 4:30. Pobiegła (rekreacyjnie) 3:48.10. Widziałem jej finisz. Coś niesamowitego. Uśmiechnięta od ucha do ucha zostawiała za sobą kolejnych biegaczy.

I jak, zgodzicie się ze mną, że to najwytrzymalsza Baśka na świecie?''



Pamięci Barbary Szlachetki poświęcamy kolejny, dziesiąty już Maraton Jelcz-Laskowice. Do udziału w nim zapraszamy i Państwa.